piątek, 20 lutego 2015

Bornholm: Złe morze i dobra plaża, czyli dzień pierwszy

Zawroty głowy, mdłości, ogólna słabość i brak możliwości, czy nawet chęci jakiegokolwiek ruchu – palcem, ręką, nogą ... Czynności takie jak zapakowanie sakw na rowery i późniejsze pojechanie na nich w głąb wyspy, były zupełnie nierealne. Niezbyt dobry początek rowerowych wakacji na wyspie zwanej przecież rowerowym rajem. Na szczęście dolegliwości te trwały tylko dwie godziny, po których już byłam zdolna do minimalnych ruchów, zjedzenia czegoś i ruszenia w drogę... A przynajmniej na zwiedzanie
                                                                                       najbliższej okolicy.