wtorek, 2 września 2014

Bornholm rowerowy, czyli 133 tysiące obrotów i 11 tysięcy minut marzeń!

Bornholm to wyspa o powierzchni niewiele większej od Warszawy, za to z potencjałem większym niż niejedno europejskie miasto, czy kraj. Podczas krótkiego pobytu tam, zobaczyłyśmy tak niespotykane rzeczy, że mimo paskudnej pogody – ciężko było nam się rozstawać z tą niecodzienną wyspą. Dodatkowo dość szybko poczułyśmy się tam jak w domu. A jak dokładnie było? Rzecz jasna – pochwalimy się tutaj :)





Mimo, że Bornholm jest tak mały, to zmieściło się na nim wszystko, co sprawia, że człowiek czuje się dobrze w każdym miasteczku – przepiękne widoki, przytulna zabudowa i miliony ciekawych miejsc, ścieżek pieszych, rowerowych, czy dróg. Dodatkowo wysepka ta ma w sobie każdy możliwy krajobraz – pagórki, wybrzeże rodem z ciepłych krajów – z białym piaskiem i czystym morzem, albo surowe, wysokie i skaliste klify po drugiej stronie wyspy. Do tego bezmiar pustych terenów polnych, czy największe w Danii tereny leśne. Dodatkowo jest to raj dla rowerzystów i dla … geologów! Czyli jednym słowem – upiekłyśmy dwie pieczenie na jednym ogniu, przez co nie mogłyśmy oderwać oczu od każdej możliwej cząstki Bornholmu ;) Dlatego teraz skupimy się na kilku takich cząstkach, które w skrócie podsumowują nasz wyjazd i wyspę:


ROWER

Powtórzymy to już po raz kolejny – Bornholm jest rajem dla rowerzystów. Mimo, że nie miałyśmy żadnej porządnej mapy (na początek dysponowałyśmy tylko mapką z przewodnika, gdzie oprócz największych miast i nitek głównych dróg, nie było praktycznie nic więcej) to byłyśmy w stanie dojechać wszędzie gdzie chciałyśmy. Na wyspie cenią sobie rowerzystów, także przygotowano dla nich ponad 200 km tras rowerowych. Są bardzo dobrze oznaczone, specjalnymi drogowskazami, przebiegają przeważnie przez najważniejsze punkty Bornholmu, a już na pewno przez jego najważniejsze miasta. I jakie to są ścieżki! Nigdy nam się tak przyjemnie nie jechało - droga tuż przy plaży, czy morzu, albo … przy skalistych klifach, gdzie z lekkim lękiem można było patrzeć w kilkunastometrową przepaść. Albo praktycznie nie schodząc z roweru – obejrzeć kolejny zabytek, czy cokolwiek innego. Nie mogłyśmy się napatrzeć na to „zaplecze rowerowe”. Nawet, jeśli nie jechało się specjalną „cykelvej”, to przeważnie na normalnych drogach był dość szeroki pas dla rowerzystów. Jedynym minusem, jaki odkryłyśmy, był fakt, że może drogi rowerowe były dobrze oznaczone – jeśli chciało się jechać trochę inaczej, bez mapy czasem ciężej było się odnaleźć … i ciężko było też odnaleźć niektóre atrakcje – droga mogła prowadzić kilka metrów od nich, ale często brakowało drogowskazu na konkretną rzecz … I bez mapy można było ją ominąć – ot tak, z niewiedzy.




MIASTECZKA

Zabudowa Bornholmu łączy ze sobą klimat małych śródziemnomorskich miasteczek, z typową zabudową skandynawską. Dlatego budynki są niskie (przeważnie maksymalnie jednopiętrowe), pomalowane na ciepłe kolory (często czerwony, żółty), pokryte czerwonymi dachówkami, a w wielu miejscach – strzechą. Kolorowe drzwi aż zapraszają do środka, czy chociażby mącą w głowie – żeby przystanąć i zamyślić się jak też może być w środku… A w środku też jest super! I możemy to powiedzieć bez żadnej ściemy, bo dzięki magii Couchsurfingu – nocowałyśmy u „lokalnych” i wiemy jak wygląda taki typowo …



BORNHOLMSKI DOM

Nocowałyśmy w dwóch miasteczkach – urokliwym Svaneke i stolicy Bornholmu – Ronne. Każdy dom od środka był surowy, ale zarazem kryło się w nim swego rodzaju ciepło, które powodowało, że nie chciało się z niego wychodzić (szczególnie po całym dniu jeżdżenia na rowerze, podczas gdy za oknem pogoda była coraz to gorsza i gorsza …). Bielone ceglane ściany i jasna drewniana podłoga. Wyposażenie typowo skandynawskie, ale poprzetykane różnymi ocieplającymi akcentami.
W dodatku nasz dom w Ronne okazał się być najstarszym domem w mieście! A to już coś ;)



BEZPIECZEŃSTWO

Na Bornholmie nie można czuć się czymś zagrożonym. Chyba jedynie wizją zbyt szybkiego powrotu do domu ;) W całej Skandynawii nie powinno się obawiać kradzieży. Wprawdzie w przypadku dużych miast w Szwecji i Norwegii istnieje ryzyko, że okradną nas imigranci … Jednak na Bornholmie imigrantom nie opłaca się przebywać. A wszyscy przyjezdni dostosowują się do standardów wyspiarskich. Także bez skrupułów można porzucić rower gdziekolwiek. Nawet z całym wyposażeniem. I ma się pewność, że nikt go nie ruszy. Czułyśmy się wręcz głupio, gdy na początku pobytu przypinałyśmy rowery do stojaków… Potem już, chociaż jednym zapięciem – ze sobą. Na koniec zapięcia zostawiałyśmy schowane w sakwach. Nie było sensu się z nimi męczyć. Stojaki rowerowe są pełne bezpańsko zostawionych rowerów (a stojaki rowerowe są wszędzie, niektóre z nich bardzo dobrze przemyślane!). Nie grozi nam także potrącenie przez samochód – kierowcy przestrzegają przepisów, a tam gdzie droga rowerzystów splata się z drogą samochodów – po pierwsze stoją odpowiednie znaki, a po drugie – samochody jadą dość wolno, zachowując odpowiednią ostrożność. Ciekawostką jest też fakt, że często po drodze spotyka się przy domach "budki" z różnymi przedmiotami na sprzedaż - najczęściej ziemniakami. Ot taka budka, w środku produkt, kartka z ceną i skarbonka ... Oczywiście nikt nic nie kradnie, ani nie oszukuje.




LUDZIE

Bornholmczycy są cudowni! Podchodzą do człowieka z typową skandynawską rezerwą, ale zarazem z wielkim szacunkiem, uśmiechem i chęcią pomocy. Nie minęła nawet godzina naszego pobytu na wyspie, a już ktoś się pytał, czy nam pomóc – stałyśmy na skrzyżowaniu, próbując odczytać z naprawdę skąpej darmowej mapki miasta – w którą stronę jechać. Pan przejeżdżający samochodem przez skrzyżowanie zatrzymał się, otworzył okno i płynnym angielskim dopytywał się, czy na pewno wiemy gdzie jechać i nie trzeba nam jakoś pomóc. Z podobnymi sytuacjami spotykałyśmy się często. Kolejna kwestia – angielski – zna go każdy. Od małego dziecka, po poczciwą staruszkę. W mniejszym, bądź większym stopniu – ale porozumieć idzie się bez problemu ;) Dodatkowo są bardzo cierpliwymi słuchaczami i w przypadku problemu z wysłowieniem się – próbują sami dopowiedzieć, rozumieją i po prostu idealnie się z nimi rozmawia. O wszystkim.


KLIMAT

Według przewodników klimat panujący na Bornholmie pozwala nazywać wyspę swego rodzaju „Majorką północy”, „Perłą Bałtyku”, czy chociażby „Słoneczną Wyspą”. Prądy ciepłego powietrza, ciepła i krystaliczna woda, największa liczba dni słonecznych w Danii i tego typu rzeczy … Niestety tego aspektu nie możemy potwierdzić, ponieważ (cytując dalej przewodnik), „czasem zdarzają się tu lata relatywnie chłodne i deszczowe”. Do tego zamiast doświadczyć prądów ciepłego powietrza, doświadczyłyśmy olbrzymich porywów chłodnego i deszczowego wiatru. Aczkolwiek zdarzyło nam się parę dni słonecznych i gdy znalazłyśmy się w jakimś osłonięciu od podmuchów – było naprawdę ciepło, więc mimo wszystko – wierzymy przewodnikowi, że przeważnie bywa inaczej. My po prostu tak wyjątkowo trafiłyśmy… O czym świadczy również to, że pierwszy raz w historii prom z Polski na Bornholm miał aż tak długi przestój w pływaniu (z powodu sztormu – 4 dni przerwy). Za to jedna rzecz z przewodnika, dotycząca klimatu, się sprawdziła – na Bornholmie spotyka się iście śródziemnomorską roślinność, jeśli chodzi o np. owoce. Doświadczyłyśmy na własnej skórze, a raczej podniebieniu – częstując się rosnącymi po drodze przepysznymi smakołykami.




Bornholm to wyspa wielu tajemnic, wielu uroków i wielu oblicz. Byłyśmy na niej tydzień (i jeden dzień!), co wydawać by się mogło wystarczającym pobytem na 588 kilometrów powierzchni … Jednak my czujemy swego rodzaju niedosyt. Trochę ze względu na pogodę, a przede wszystkim dla tego, że na wyspie jest zbyt dużo interesujących i pięknych rzeczy – nie byłyśmy w stanie obejrzeć wszystkiego … Ba! Nie byłyśmy w stanie obejrzeć nawet wszystkiego, co nas interesuje. Wniosek? Na pewno kiedyś jeszcze tam wrócimy ;) Bo warto! A może jak uda się kiedyś trafić w totka … To z chęcią zamieniłybyśmy jedną z często mijanych tabliczek „TIL SALG” (na sprzedaż), na „SOLGT”, czyli „sprzedane” ;) Wyobraźcie sobie – Wy, ciepły sweter, ciepła herbata w ręku i widok na puste wybrzeże, a za Wami słodki, mały, czerwony domek z białymi okiennicami, a w środku drewniany parkiet i ciepło buchające z kominka. Brzmi fajnie, prawda? ;)

Nasze trasy na mapie ;) 

Garść danych statystycznych:
Dystans:
283,23 km = 283230 m = 132785 obrotów naszego koła rowerowego ;) 
Czas: 8,25 dni = 198h = 11880 minut = 712800 sekund
Zjedzone zupki chińskie: 12 
Zjedzone chleby tostowe: 5
Maksymalna siła wiatru: 110km/h 
Usterki: spadek łańcucha x3, zepsucie się aparatu x1 (przed wyjazdem)

Polecamy także przeczytać: Bornholm - informacje praktyczne

Podobał Ci się ten wpis? Uważasz go za wartościowy i godny polecenia? Jeżeli tak, to podziel się nim z innymi - kliknij Lubię to! (u góry posta), a przede wszystkim - polub nasz FanPage na Facebooku:

7 komentarzy:

  1. Wszystko ładnie, ale zdjęć mało! Liczę, że w przyszłych wpisach się poprawicie.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Wasz Ulubieniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaramy się poprawić! Chociaż ze zdjęciami na tym wyjeździe akurat ciężko :( Może gdyby aparat nie padł nam na chwilę przed wyjazdem ... Ale - trzeba się cieszyć z tego co jest :)

      Usuń
  2. My też jesteśmy zakochane w Bornholmie! 2 dni wystarczyły, by nie móc o nim zapomnieć. Wrażenia mamy podobne, z tym, że nam pogoda dopisała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Paskudna pogoda na Bornholmie to zakrawa na zemstę bogów prastarych ;-) Oni tam mają ponad 300 słonecznych dni w roku!
    Mi się tam zdarzyło zmoknąć jedynie od fali przybojowej.

    OdpowiedzUsuń
  4. No widzicie ... Ale podejrzewam, że ta zła pogoda to tak specjalnie ... Bardzo nam się tam podobało, a gdyby jeszcze pogoda była lepsza, to istnieje ryzyko, że byśmy zostały tam na zawsze ;)
    Ruda - 2 dni to by dla nas było o wiele za mało, skoro po tygodniu czujemy niedosyt ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, już myślałem, że trafiłem przypadkiem na moją koleżankę bo też ma na imię Paulina i też była na Bornholm w tym roku rowerem, ale jednak nie;) Piękne zdjęcia i potwierdzam, że od niej również słyszałem same superlatywy o tym miejscu

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawy wpis! Już wcześniej spotkałem się z opinią, iż jest to raj dla rowerzystów. Martwi mnie tylko trochę powierzchnia po której można się poruszać. Jak już zdecyduję się tam wybrać to chyba będzie musiała być to część jakiegoś większego tripu ;)

    OdpowiedzUsuń