wtorek, 17 grudnia 2013

Sztokholm - magicznie i świątecznie!



Pobyt w Sztokholmie to najlepiej wydane dwa złote, jakie nam się kiedykolwiek trafiły. Bo tyle właśnie kosztował bilet samolotowy w dwie strony – z lotniska Modlin, na lotnisko Skavsta.
I gdyby się uprzeć, całą naszą wyprawę moglibyśmy zamknąć w takim dokładnie budżecie. Jednak nie upieraliśmy się szczególnie, a musimy przyznać, że „Nasza” ekipa (tym razem w trzyosobowym składzie, bo dołączył do nas Michał), spędziła w stolicy Szwecji niesamowity tydzień!





Podczas tego pobytu przez cały czas towarzyszyło nam niesamowite szczęście, które objawiło się zaraz po wylądowaniu.
Nie dość, że spotkaliśmy na lotnisku Amandę – dziewczynę z Kanady (mającą rodziców Polaków) i obecnie mieszkającą w Poznaniu … To jeszcze wraz z nią (czyli w 4 osoby!), złapaliśmy na stopa Szweda, który zawiózł nas do samego centrum Sztokholmu.  Dwie ulice od mieszkania naszych hostów. A trzeba przyznać, że autostop w Szwecji to dość ciężka sprawa, gdyż nie jest on zgodny z naturą Szwedów, którzy interesują się przede wszystkim sobą i integracje z innymi ludźmi ograniczają do minimum. Większe szanse ma się w bezpośrednim zapytaniu niż staniu z kciukiem na drodze. Jak się ich zapyta, to trudniej im odmówić, bo mimo wszystko są bardzo pomocni. Taki paradoks. 


Problemem Sztokholmu jest fakt, że jest tam zbyt dużo do obejrzenia. Naszą receptą na tę bolączkę były darmowe muzea, spacery po starym mieście i momentami dość spora improwizacja. Nie ma nic lepszego niż bezcelowe wędrowanie po uliczkach starego miasta (Gamla Stan), zatapianie się w malownicze, wąskie uliczki i odnajdywanie coraz to większych niespodzianek. W Sztokholmie miła niespodzianka może czekać na każdym rogu. Jak na przykład w sklepie z płytami. Właściciel wpuścił nas do środka, mimo, że już zamykał. Potem okazało  się, że kawiarenkę obok prowadzi Polka. I piernik w prezencie od Polaków prowadzących to stoisko. Albo odnalezienie zupełne przypadkiem (według nas) najlepszego miejsca widokowego w Sztokholmie. Które jednak nie okazało się być najlepszym, bo o wiele lepsze pokazał nam później nasz drugi host – Wojtek ;)

Musimy też wspomnieć, że Sztokholm oprócz niesamowitego szczęścia,  przywitał nas brakiem śniegu i temperaturą wyższą niż w Polsce. Podczas, gdy u nas szalały wichury, zamiecie, deszcze i chłód, my szaleliśmy po muzeach i uliczkach Sztokholmu w pełnym słońcu i bez czapek, rękawiczek, szalików, narzekając wręcz na za grube kurtki zimowe. Dopiero później przyszedł lekki mróz i trochę śniegu.




Następnym wielkim plusem Sztokholmu są jego muzea. W każdym z nich można utknąć na parę godzin i wychodząc ciągle czuć niedosyt. Są bardzo ciekawie zrobione, interakcyjne. Zainteresują nie tylko dzieci, ale i dorosłych (którzy w takich muzeach też zachowują się czasem jak dzieci, czego jesteśmy dobrym przykładem). Co najciekawsze – można też tam sporo dowiedzieć się o historii Polski, która w sumie dość mocno związana jest z tą Szwedzką. Tak właśnie już pierwszego dnia zwiedzania wciągnęło nas muzeum Armii, które dodatkowo w ten dzień było bezpłatne.

Tak samo wciągnęło nas muzeum okrętu Vasa. Nie tylko wydobyty i odrestaurowany wrak statku jest
imponujący, ale każdy znajdujący się tam model, makieta, czy rekwizyt. Podobnie było w Muzeum Historii, gdzie przedstawiono historię z przekroju wielu lat wstecz, zestawioną z teraźniejszością.
Odwiedziliśmy także Skansen. W ramach ciekawostki dodam, że właśnie Szwedzi stworzyli słowo „Skansen”, aby nazwać nim swój … twór. Można tam godzinami, a chyba nawet dniami spacerować po typowych skandynawskich domkach, obserwując jak wyglądało życie i praca tamtejszych ludzi.
My trafiliśmy do Skansenu w najciekawszym momencie poza sezonem. Czyli przed świętami. Dodatkowo tego dnia był spory mróz, a wcześniej padał śnieg, który przyprószył wszystko białą pierzynką. Dodawało to niesamowitego uroku, w połączeniu z dekoracjami świątecznymi (obecnymi w całym Sztokholmie), i co najważniejsze – z Jarmarkiem Świątecznym! 

Jarmarki Świąteczne to kolejna rzecz, która najbardziej urzekła nas w Sztokholmie. Może dlatego, że można było na nich poczuć niesamowitą magię świąt, a dodatkowo spróbować przepysznych orzeszków w karmelu, jak i wyrobów lokalnych (napoje, chlebki, śledzie, dżemy i wszystko inne).
W Skansenie oprócz wielkiego Jarmarku, z niezliczoną ilością karmów i budek, urządzono też niezłą imprezę. Wszędzie paliły się ogniska w koksownikach, gdzie można było zgromadzić się i ogrzać chwilę. Ewentualnie upiec tradycyjną kiełbaskę, kupioną wcześniej w którejś z budek. Nieopodal znajdowała się scena, gdzie zespół grał na żywo szwedzką muzykę świąteczną, zapraszając do zabawy. Tak też w końcu zostałyśmy wciągnięte do tłumu, który tańczył, śpiewał i wygłupiał się – nieważne, czy to dzieci, czy dorośli, czy staruszkowie, czy ludzie poprzebierani w stroje z epoki.
W którymś momencie na środek Jarmarku wyszedł specyficzny chór, który śpiewał naprawdę magiczne (bodajże) kolędy. Gorąco oklaskiwał ich „burmistrz”, który później sam bawił się pod sceną.
Podobnego uroku można było doświadczyć na starym mieście. Każda uliczka oświetlona była różnego rodzaju lampkami, świecznikami, czy po prostu ozdobiona w choinki, trolle, gałązki iglaków, czy mikołaje. Coś pięknego, w połączeniu z tym bardzo zadbanym i przemyślanym miastem! Bo Sztokholm naprawdę jest piękny, za co może podziękować swoim włodarzom. Od lat Szwedzi nie uczestniczą w żadnych wojnach, przez co miasto nie było niszczone. Dodatkowo dba się o tradycyjną zabudowę, zamiast niszczyć ją nowoczesnymi i niepasującymi budynkami. Coś pięknego! 

Poznaliśmy także prawdziwych wikingów. Pewnego dnia, zupełnie przypadkiem trafiliśmy do knajpy prowadzonej przez ludzi przebranych za wikingów. A może faktycznie przez wikingów? Tak wyglądali ;) Wróciliśmy do niej w weekend, gdzie odbywał się na żywo koncert zespołu grającego muzykę wikingów. Coś niesamowitego! 






Tak samo ciekawa jak Stare Miasto, jest nowsza część miasta, po której przeszliśmy z przewodnikiem z darmowych wycieczek – Free Tour Sztokholm. Dowiedzieliśmy się sporo ciekawostek, między innymi o syndromie Sztokholmskim, Szwedzkiej rodzinie królewskiej (i niezidentyfikowanej płciowo księżniczce, która miała … wąsy), czy po prostu – stosunku Szwedów do życia i ich poglądy. 

Ta cała magia świąt, niesamowite szczęście, jakie nam towarzyszyło od samego początku i naprawdę wspaniali ludzie, którzy nas gościli pod swoimi dachami, czy których spotykaliśmy na swojej drodze – sprawiła, że aż nie chcieliśmy wracać do Polski. Ale jednak wróciliśmy i wracamy teraz stopniowo do normalnej rzeczywistości …
Dodatkowo w końcu przyszedł też czas na odpoczynek, bo cały pobyt w Szwecji spędziliśmy na maksymalnych obrotach, żeby jak najwięcej zobaczyć i najmniej przegapić. Dziennie pokonywaliśmy na nogach dystans około 10km, ciesząc oczy każdym mijanym widokiem, a żołądki miejscowymi specyfikami – czy to zdobytymi na Jarmarku, czy w sklepie. Na główne miejsce oprócz orzeszków i chlebka, wybijają się słodycze – tradycyjne cynamonowe bułeczki (Kanelbullar) czy marcepanowe ciastka, albo świąteczny napój – Julmust, którego smaku do teraz nie umiemy dokładnie określić. 

Wniosek mamy jeden – musimy do Sztokholmu kiedyś jeszcze wrócić!


A teraz dziękujemy wszystkim, którzy nam pomogli. Wojtek, Maja, Espen – jesteście wspaniali i dzięki, że gościliście nas w swoich domach. Szczególnie dziękujemy Wojtkowi, dla którego byliśmy pierwszymi gośćmi z CouchSurfingu, w dodatku dość „niespodziewanymi”. Byłeś niesamowity! Pozdrawiamy też Amandę i Patryka mamy nadzieję, że kiedyś jeszcze się spotkamy. Gdziekolwiek by to nie było :)

Dla lepszego zobrazowania polecamy obejrzeć film z naszego pobytu w Sztokhomie. Natomiast jeżeli ktoś chciałby powtórzyć naszą przygodę polecamy przeczytać także "Przewodnik po tanim Sztokholm".

Podobał Ci się ten wpis? Uważasz go za wartościowy i godny polecenia? Jeżeli tak, to podziel się nim z innymi - kliknij Lubię to! (u góry posta), a przede wszystkim - polub nasz FanPage na Facebooku: 



2 komentarze:

  1. Po przeczytaniu tego posta ma ochotę tam pojechać! Podziwiam Wasz zapał! Serdecznie pozdrawiam!!! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic trudnego :) Wystarczy śledzić oferty tanich przelotów, a Sztokholm trafia się dość często. I to też na krótsze terminy niż tydzień, więc nie trzeba się aż tak martwić o brak czasu :) Pozdrawiamy!

      Usuń