niedziela, 20 października 2013

Przewodnik po tanim Oslo

Tanie linie lotnicze dość często wrzucają oferty biletów dosłownie za grosze. Właśnie teraz dwie najsłynniejsze tanie firmy wrzuciły interesujące oferty – jeśli bilet kupuje się przez aplikację na telefon z androidem [LINK]. Kto ma odrobinę szczęścia, da radę taki bilet wyłapać i wybrać się gdzieś za złotówkę. Tak nam się udało w listopadzie, gdy kupiłyśmy bilet do Oslo, za 2zł w obie strony, a także do Sztokholmu, z którego nie skorzystałyśmy, ale skorzystamy być może teraz – bo dzięki nowej promocji znowu mamy bilety za 2zł w obydwie strony :) 


Jak wiadomo jednak Norwegia do tanich krajów nie należy, a skoro już się kupiło tak tani bilet – to, po co przepłacać na całej reszcie? Nam udało się przeżyć kilka dni w Oslo dosłownie za grosze i niżej prezentujemy króciutki przewodnik okraszony zdjęciami miejsc, o których piszemy ;) 



Dojazd:
Pomijając kwestię samolotów i kupienia tanich biletów, pozostaje jeszcze problem dojazdu z lotniska do centrum Oslo. Tanie linie lotnicze typu WizzAir i Ryanair mają swoje lotniska w sporej odległości od centrum. Darmowy dojazd nie jest jednak trudny :)
Pierwszą opcją dojazdu jest autostop. Jeśli chodzi o lotnisko Rygge – droga do Oslo znajduje się zaraz za parkingiem i złapać stopa nie jest trudno. W przypadku pozostałych lotnisk też nie słyszałam o jakichś problemach.

Dobrym rozwiązaniem jest też spytanie się ludzi z samolotu, czy przypadkiem nie jadą w Twoją stronę i nie mają miejsca w aucie. Z tym, że często takie osoby są mocno załadowane. Warto sprawdzić jednak tablicę odlotów do Polski i jeśli trafia się taki lot (a trafiają się często) – wystarczy poczatować chwilę na parkingu i popytać. Dość często ktoś kogoś odwozi na samolot, a potem wraca pusty. Nam udało się dość fajnie trafić i facet podwiózł nas tam gdzie chciałyśmy (samo centrum Oslo).
Kursuje także „pociąg” i chodzą plotki, że jest to naprawdę długi skład i jak ktoś ma szczęście, to uda mu się ominąć kontrolę biletów. My jednak nie ryzykowałyśmy, bo nie mamy takiego szczęścia ;)
Oferują się także liczni busiarze (najczęściej Polacy), którzy obsługują dowóz ludzi na i z lotniska – jadą zawsze jak jest jakiś lot do Polski. Cena takiego waha się około 200 koron.

Komunikacja:
Komunikacja miejska w Oslo jest dość droga, szczególnie dla osób, które nie są studentami. W zwiedzaniu stolicy przydadzą się sprawne nogi, które zaniosą nas w praktycznie każdy ważny zakątek miasta. Natomiast bilet przyda się do zwiedzania np. skoczni Holmenkollen, która znajduje się jakieś 10km od centrum Oslo, czy innych tego typu atrakcji. Warto wtedy kupić bilet całodniowy i obejrzeć wszystko gdzie trzeba dojechać, za jednym zamachem.
Jeśli chodzi o jeżdżenie na gapę, to nie polecam, bo mandat może zagiąć zwykłego, nienorweskiego śmiertelnika. Chociaż niektórzy mówią, że np. w metrze kontrole się nie trafiają. My przez przypadek jechałyśmy nim na gapę i nikt nas nie sprawdzał, ale była to dość nietypowa godzina i krótka trasa.

Nocleg:
Przede wszystkim polecam CouchSurfing. Chociaż z tym to jest różnie. Nam udało się w końcu znaleźć hosta, z czego jesteśmy zadowolone, ale podobno nie każdy ma takie szczęście.
Jeżeli CouchSurfing, czy inne tego typu portale nie pomogą, to spokojnie można rozbić się gdzieś na dziko. W Norwegii dozwolony jest nocleg w namiocie wszędzie, gdzie nie przeszkadza się innym i bodajże w odległości 100m od domów, na jedną, albo trzy noce (słyszałam dwie wersje, nie wiem, która prawdziwa).
Jeśli chcemy nocować w okolicach lotniska – to na Rygge nie ma problemu. Spędziłyśmy tam noc i nikt nas nie wygonił. Natomiast Sandefjord jest zamykane od północy do 4.30. Można się jednak przespać na parkingu obok terminalu na schodach, podobno nawet nie jest tak źle.
W centrum Oslo dworzec (ten z centrum handlowym) zamykają na noc. Można jednak udać się na dworzec autobusowy i tam jeden sektor jest otwarty (po stronie najbliższej centrum). Jednak trzeba się liczyć z towarzystwem dość sporej grupy imigrantów i bezdomnych każdej narodowości. A także z tym, że co jakiś czas pojawiają się odpowiednie służby, które upominają za leżenie na ławkach, czy spanie. Zdarza się też, że wypraszają ot tak. Ale przeważnie obywateli czarnoskórych, hindusów itp. Nam tylko raz zwrócili uwagę, później pytali się czy wszystko w porządku.

Jedzenie:
Niczego nowego i odkrywczego nie napiszę, jeśli polecę zabrać większość prowiantu z domu. Do bagażu podręcznego spokojnie można zmieścić ubrania, a wśród nich kilka bochenków chleba, pasztetów, serków topionych, zupek chińskich i tego typu jedzenia. Jedyne, co nie przejdzie, to produkty płynne i takie wymienione w spisie rzeczy zakazanych.
My poza chlebem byłyśmy zaopatrzone w różnego rodzaju sosy, ryże i kasze, co przyrządzałyśmy u naszego hosta, robiąc sobie w ten sposób wałówkę na cały dzień. Gdy nie miałyśmy jak czegoś ugotować, siliłyśmy się chlebem z pasztetem, albo po znalezieniu wrzątku – zupką chińską.
Jeśli już coś musimy kupić w Norwegii polecam sklepy Rema 1000, dość przystępne ceny (jak na Norwegię). Warto przyjrzeć się dokładnie każdemu produktowi i jego cenie, bo jest to dość spory rozrzut, który nie do końca jesteśmy w stanie zrozumieć (np. bardzo droga gazeta, ot taka papierowa, droższa od całego kurczaka, czy jakichś innych produktów). My kupiłyśmy duży słoik kremu czekoladowego za kilka koron i było to dla nas niebo w gębie. Jeśli ktoś musi kupić chleb, to jeden z tańszych kosztuje około 7 koron (być może już podrożało)i nazywa się on Kneippbrod, albo Wittenberg.

Zwiedzanie:
W Oslo da się ominąć kupowanie biletów wstępu w niektóre miejsca. Przy dobrym planie, uda nam się obejrzeć większość atrakcji Oslo, bez wydawania na to koron.

  • Muzeum Narodowe – normalnie płatne, ale w niedziele jest darmowy wstęp. A naprawdę warto, chociażby żeby zobaczyć słynny „Krzyk” Muncha.
  • Gmach Norweskiej Opery i Baletu – środek jak i dach z niezłą panoramą – otwarte zawsze za darmo. Przy okazji można skorzystać z toalety.
  • Stenersen Muzeum – darmowy wstęp we wtorek
  • Muzeum Muncha – podobno zimą można zwiedzić za darmo.
  • Twierdza Akershus – większość do obejrzenia za darmo, jedynie muzea są płatne (ale np. Muzeum Norweskich Sił Zbrojnych – wstęp wolny)
  • Ogród Botaniczny w Muzeum Przyrodniczym  (reszta płatna)
  • Plac i Pałac Królewski – z zewnątrz dostępny za darmo
  • Ratusz Oslo – niektóre rzeczy da się obejrzeć za darmo, na resztę wstęp płatny
  • Centrum Pokojowe Nobla – podobno płatne, ale pamiętam wywieszkę, że jest jakiś dzień, kiedy da się zwiedzić za darmo. Nie pamiętam, kiedy – ktoś pomoże?


Podsumowując – da się zwiedzić Oslo nie bankrutując przy tym równocześnie. Jednak za niektóre atrakcje trzeba płacić, najwięcej za darmo zwiedzić można w niedzielę. Jeśli ktoś jest bardzo nastawiony na zwiedzanie i podróżowanie komunikacją miejską – może wykupić sobie karnet Oslo Pass, wtedy ma opłaconą komunikację miejską, jakieś parkingi, plus większość Muzeów/innych atrakcji zobaczy za darmo.







Jeżeli w tekście widzicie jakieś błędy (może coś się zmieniło i mam złe informacje, albo coś pomieszałam) – to piszcie! Z chęcią przyjmę także jakieś Wasze rady na przetrwanie w Norwegii ;). Mamy nadzieję, że to co przeczytaliście tutaj okazało się przydatne. 




Podobał Ci się ten wpis? Uważasz go za wartościowy i godny polecenia? Jeżeli tak, to podziel się nim z innymi - kliknij Lubię to! (u góry posta), a przede wszystkim - polub nasz FanPage na Facebooku:

4 komentarze:

  1. Polecam zwiedzić jeszcze Park Viergelanda, chyba najbardziej warty uwagi, dziwny, kontrowersyjny dosyć, ale warto. Do ratusza też można wejść za darmo, wewnątrz robi lepsze wrażenie od odpychającej elewacji. Jak jest zimno, to dobre miejsce, żeby się zagrzać i odpocząć, posiedzieć, przy okazji można pooglądać niewielkie wystawy i pokój (chyba Muncha?).
    Polecam przejść się dzielnicą Aker Brygge, zagłębić się w te wszystkie uliczki, znajdujące się koło portu. Szczególnie nocą/ wieczorem robi wrażenie, jeśli ktoś lubi nowoczesne budownictwo. Do tego nocą i zimą ładnie oświetlone. Nam się bardzo podobało, aż 2 razy byłyśmy.
    Co do komunikacji miejskiej, to jeździłyśmy na gapę kilka razy i nasi hości z CS mówili, że oni zazwyczaj jeżdżą na gapę. Ale raczej jeździłyśmy na nietypowych trasach (z domu jednego z hostów). W każdym razie centrum można zwiedzić piechotą.
    Co do Hollmenkollen- jak najbardziej warto, polecam! Dodatkowo polecam dobra buty- dojście od metra do Holmenkollem, to była dla mnie jakaś kpina! Była ulica, za ulicą stromy pagórek, cały ośnieżony. Było ciężko podejść pod ten pagórek czy zejść, żeby nie zjechać całkowicie. Ogólnie polecam jakieś kolce na buty (oni tam takie noszą), bo zimą nawet centrum nie jest odśnieżane, lód jest posypany żwirem, ale to nic zupełnie nie daje!!! Żeby przejść od pałacu w zasadzie trzeba było zjeżdżać na nogach po żywym lodzie, żwir nic nie dawał. Ja z moją łatwością do skręcania kostek bałam się, że zaraz coś mi się stanie. Oczywiście obie leżałyśmy kilkakrotnie :P

    OdpowiedzUsuń
  2. My Park V. zostawiłyśmy sobie na ostatni dzień w Oslo, a wtedy pogoda była tak paskudna, że nie dałyśmy rady tam dojść. Ratusza dokładnie nie zwiedzałyśmy, bo coś akurat się tam działo wtedy. Jak było nam zimno, to grzałyśmy się w Operze :D Nasze ulubione miejsce w Oslo :D

    Pozdrawiamy serdecznie i dzięki za tak wyczerpujący komentarz :) Serio!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam w Bieszczady na parapetówę - 9,10,11 listopada !!!
    Pozdrowienia z kolorowych Bieszczad !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah! Niestety chyba nas wtedy nie będzie :( Ale wpadniemy przy najbliższym wolnym, w mniejszym tłoku, jeśli będzie możliwość :D Pozdrawiamy z mniej kolorowego Górnego Śląska ;)

      Usuń