środa, 8 maja 2013

Mistrzostwa Autostopowe


Dawno nas tu nie było, ale już jesteśmy :) A w weekend majowy ruszyłyśmy na Międzynarodowe Mistrzostwa Autostopowe, z Sopotu do Budapesztu. Impreza polegająca na tym, żeby jak najszybciej dotrzeć z jednego miejsca na drugie, za środek transportu mając jedynie autostop (oraz komunikację miejską, ale tylko w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców i tylko do wydostania się z centrum na obrzeża).




 Najpierw musiałyśmy jednak dostać się z Gliwic do Sopotu. Mimo obaw, udało nam się dojechać tylko 2 autami i tak szybko, że gdyby tego dnia były Mistrzostwa – jak nic miałybyśmy miejsce na podium ;) Nasi drudzy kierowcy zatrzymali się dosłownie po chwili od naszego rozstawienia się i wracali do domu znikąd indziej, a z … Chin.

W Sopocie, na polu namiotowym od organizatorów, nikogo nie było, oprócz pijanej sopockiej młodzieży, która oferowała swoje towarzystwo w zamian. Potem okazało się, że pole jest puste, bo ochroniarz wpuścił ludzi do środka, z racji tego, że w nocy temperatura spadła poniżej 4 stopni. Wystarczyło, więc znaleźć kawałek wolnej podłogi na korytarzu i doczekać rana i rozpoczęcia zawodów. 


Trochę po jedenastej grupa ponad 400 osób ruszyła w stronę stacji, żeby wydostać się w dogodne dla nich miejsca. My ruszyłyśmy za Markiem i Moniką, bo same nie znałyśmy okolicy. I w tym momencie chciałybyśmy serdecznie pozdrowić tę ekipę, za całą pomoc na trasie i poza nią. I za te wszystkie niespodziewane spotkania na zatoczkach itp. I czas spędzony na granicy. Jakoś od razu nam się milej łapało, jak wiedziałyśmy, że nie jesteśmy same. 

 
Pierwszego stopa złapałyśmy w Sobieszewie (wsi za Gdańskiem). Stop, którym nadrobiłyśmy autobusową pomyłkę. Potem jakoś poszło dalej, mimo, że konkurencja była duża, więc na każdym postoju swoje trzeba było odczekać. Dopiero w Warszawie, którą chciałyśmy ominąć, stop, o dziwo, złapał się sam. Dosłownie, – bo na przystanku spotkałyśmy człowieka, który łapał do Rzeszowa, a na odwrocie kartonu napisane miał „Radom”. W momencie, gdy z nami rozmawiał, machał odruchowo tą tabliczką za sobą. Efekt? Kierowca zauważył wypisany tam Radom i zatrzymał się. 

Pan Sebastian okazał się jednym z ciekawszych kierowców, którzy bardzo nam pomogli. Wyjechałyśmy z nim prawie pod Kielce, prowadząc przez całą drogę ciekawą rozmowę, która zaowocowała ewentualną propozycją noclegu i … pracy. Kto wie, może z niej skorzystamy! 

Po drodze zaliczyłyśmy spotkanie z Agnieszką w Krakowie i zjedzenie ciepłego posiłku u niej i wzięcie ciepłego prysznica. Dzięki Ci raz jeszcze za to! Na sen zabrakło już czasu.
Pod Krakowem, po kilku godzinach stania w deszczu i zimnie przeżyłyśmy kryzys i chciałyśmy zrezygnować i jechać w Bieszczady. Wyciągnęłyśmy jednak po raz ostatni kciuki i wtedy zatrzymał nam się kolejny samochód. Niewiele później jechałyśmy już na granicę ze Słowacji i wydawało nam się, że Budapeszt stoi na wyciągnięcie ręki.
Dość mocno nam się wydawało, bo na mecie byłyśmy dopiero późnym wieczorem. Na granicy w Chyżnem straciłyśmy aż 8h. Potem utknęłyśmy znowu ...W dodatku zaobserwowałyśmy dość niefajne zjawisko, które przytrafiło nam się po raz pierwszy. Ludzie udawali, że się zatrzymują, a gdy podbiegałyśmy do samochodu – odjeżdżali.

Transport do Budapesztu znalazłyśmy tuż przed zmrokiem, kiedy patrzyłyśmy gdzie rozłożyć namiot.Jechałyśmy z parą Węgrów, którzy nie tylko zawieźli nas pod bramę z pola namiotowego, ale przy okazji obwieźli po mieście.





Następne dni poświęciłyśmy na zwiedzanie Budapesztu. Oprócz zobaczenia tego przepięknego miasta, udało nam się zobaczyć też Kasię z koleżanką, jadące z rajdu naszej uczelni do Macedonii, a na jednym z mostów – znajomych ze śląska – Anię z „Tomkiem”. Takie tam nasze szczęście na spotykanie znajomych w różnych dziwnych miejscach :)


 

 

Powrotu bałyśmy się bardzo, z racji tego, że 1 maja nie kursują tiry, a osobówki często są pełne.
Jednak po trudach przebicia się przez miasto i znalezienia wylotówki, cała droga poszła dość szybko, bo 5 autami, w niecałe 10 godzin. Aktywnie łapałyśmy tylko na stacji w Budapeszcie, potem z racji upału, ograniczyłyśmy się do siedzenia na stacji benzynowej i patrzenia na rejestracje. A zza Brna zabrałyśmy się dostawczakiem do Wodzisławia, gdzie popełniłyśmy swój największy błąd tej podróży – wpakowałyśmy się w transport publiczny, zamiast jechać dalej stopem. Zajęło nam to najwięcej czasu, z całej drogi ;)

A teraz garść danych statystycznych:

Miejsce zajęte na Mistrzostwach: 87, na 235 startujących zespołów.
Przejechanych kilometrów: 2231 km (1034km w ramach Mistrzostw)
Przejechanych krajów: 4 (Polska, Słowacja, Czechy, Węgry)
Kierowców:  23 (16 w ramach MMA)
Godzin w trasie: około 56h (36h MMA)

Trasa:
1. Gliwice - Gdańsk http://goo.gl/maps/X1Jw5
2. Gdańsk - Budapesz http://goo.gl/maps/CZ3rA
3. Budapeszt - Wodzisław - http://goo.gl/maps/7k1f0

Więcej zdjęć do obejrzenia w galerii (TUTAJ)

I już na sam koniec – dziękujemy wszystkim kierowcom, którzy nas wieźli i ludziom, którzy nam pomogli. Było Was sporo i niejednokrotnie ratowaliście nam tyłki ;)

3 komentarze:

  1. Jesteście WIELKIE!!! Niby szkoda, że nie wygrałyście, ale przecież MACIE WSPOMNIENIA NA CAŁE ŻYCIE!! BEZCENNE WSPOMNIENIA!! A przed Wami całe dorosłe życie i na pewno będzie ciekawe :D Życzę abyście miały ich taką ilość, że zaczną się mylić i uciekać z pamięci ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Wam przypomniałam swoją ostatnią wizytę w Budapeszcie, który podbił moje serce :) Spaliśmy z kolegą na takiej słynnej(chyba) zielonej górze z posągami, którą widać na tym zdj - https://picasaweb.google.com/104603489624001196787/MMASopotBudapeszt2013?authuser=0&authkey=Gv1sRgCPPGwfe-y4W9xAE&feat=embedwebsite#5875651306072727730

    Polecam jakbyście się jeszcze kiedyś wybierali, widoki mieliśmy piękne :D
    Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszych wyprawach!~
    Patrycja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nam też Budapeszt przypadł do gustu, ale na nogach trochę ciężko zwiedzić go w całości, szczególnie w upale. Następnym razem myślimy nad skombinowaniem rowerów :) A góra o której mówisz to Wzgórze Gellerta, faktycznie dość słynne - i w kręgach turystów i autostopowiczów, którzy lubią tam nocować ;)

    Pozdrawiamy również i dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń